W minioną sobotę gnieźnianie doskonale bawili się w klubie „Vehikuł Czasu” przy dyskotekowej muzyce, do której na skrzypcach dogrywała D-JO Violinist. Podczas gdy tłum bawił się na parkiecie, jako jedyni mogliśmy porozmawiać z tą utalentowaną i nadzwyczaj oryginalną artystką.

GdW: Może na dobry początek powiedz naszym czytelnikom kilka słów o sobie.
D-JO: Jestem D-JO. Przyjechałam z Warszawy. Gram dziś tutaj na skrzypcach elektrycznych klubową muzykę improwizowaną. Moja pasja do muzyki zaczęła się 23 lata temu. Zaczęłam się wówczas uczyć w szkole muzycznej I stopnia, w której grałam na skrzypcach klasycznych muzykę klasyczną – m.in. Bacha i Mozarta. Potem uczyłam się w szkole muzycznej II stopnia i wreszcie studiowałam na wydziale muzyki klasycznej Akademii Muzycznej w Bydgoszczy.

GdW: Czym dla Ciebie jest muzyka?
D-JO: Muzyka jest dla mnie sposobem na wyrażanie siebie, swoich emocji i uczuć – tego, co w danym momencie jest gdzieś w moim środku.

GdW: Spotykamy się na dyskotece, ale wiem, że angażujesz się w różne rodzaje muzyki, uczestniczysz w różnych projektach artystycznych. Powiedz trochę o tym.
D-JO: Tak, na co dzień gram naprawdę różnego rodzaju muzykę. Jest to muzyka teatralna, filmowa, szeroko rozumiana muzyka rozrywkowa i klubowa. Gram też oczywiście wciąż także muzykę klasyczną, bo na niej się wychowałam i wykształciłam i jest ona dla mnie wciąż taką bazą i podstawą dla czegokolwiek, co robię dalej. Aktualnie muzyka rozrywkowa, klubowa jest jakby najbardziej wysunięta na pierwszy plan.

GdW: A jaki rodzaj muzyki jest Tobie najbliższy?
D-JO: Trudno mi to określić, który rodzaj muzyki jest mi najbliższy. Myślę, że najbliższa mi jest po prostu improwizacja i w każdym gatunku to właśnie forma improwizacyjna jest dla mnie najważniejsza. Cenię sobie, gdy mogę to robić - nie tylko odgrywać partie zapisane w nutach od początku do końca, lecz dawać ludziom coś od siebie.

GdW: To co tutaj zobaczymy i usłyszymy, dla wielu ludzi może być czymś zupełnie nowym, spotykają się z tym po raz pierwszy. Skąd w ogóle pomysł na to, by improwizować na skrzypcach przy muzyce dyskotekowej?
D-JO: Pomysł ten zrodził się jeszcze na studiach. Pewnego razu nagrywałam muzykę teatralną, którą skomponował wybitny skrzypek jazzowy, Adam Bałdych. Dał mi on duże pole do popisu. Pozwolił mi dograć partie właśnie improwizując i stwierdził, że powinnam pójść dalej w tym kierunku. Tak naprawdę właśnie jemu zawdzięczam, że w ogóle zaczęłam grać muzykę improwizowaną. Muzyka klubowa wydała mi się być odpowiednią do tego formą.

GdW: Cała współczesna muzyka rozrywkowa – a można by długo rozmawiać o jej rozwoju – ma gdzieś korzenie w „czarnej” muzyce, w bluesie, w jazzie. Jej korzenie tkwią w muzyce, w której było wiele improwizacji...
D-JO: Nie ma dla mnie za bardzo znaczenia to, jaki jest rodzaj muzyki – czy to jest jazz, czy to jest pop, czy to jest rock, czy to jest muzyka klasyczna... Dla mnie muzyka nie dzieli się na kategorie – albo jest ona, w moim odczuciu, dobra, albo nie. Oczywiście jest to bardzo subiektywna ocena, gdyż każdy czuje inaczej, każdemu podoba się co innego. Nie jestem zwolenniczką „szufladkowania” muzyki na gatunki, bo tak naprawdę im bardziej muzyka różnych rodzajów się przenika i im więcej wpływów różnych gatunków ma w sobie zawartych, tym jest ciekawsza. Im bardziej jest różnorodna, tym bardziej daje słuchaczowi możliwość otwarcia się na różne style, nie zasklepiania się w jednym tylko „rejonie” muzyki.

GdW: Nasuwa mi się takie pytanie może trochę niedyskretne. Czy to, co zagrasz tutaj, co grywasz w klubach, jest naprawdę 100% improwizowane, czy też jesteś w jakimś stopniu przygotowana do występu, wiesz, jakie utwory będą grane?
D-JO: Nigdy nie wiem, czego kogę się spodziewać (śmiech) w danym klubie. Często gram z DJ’ami, których zupełnie nie znam, z którymi nigdy wcześniej nie grałam. Oczywiście zawsze jest tak, że grane są jakieś aktualne przeboje i oczywiście są to znane mi numery, ale często są to utwory, których nigdy wcześniej nie słyszałam... I wtedy mam najwięcej frajdy, bo nigdy nie wiem, co za chwilę nastąpi. Oczywiście każdy utwór ma jakąś swoją budowę, więc spodziewam się, co może dalej być, jak on dalej będzie brzmiał. Ale bardzo mnie „kręci” to, że nigdy do końca nie wiem, czego się spodziewać.

GdW: Oglądając Twoje występy, odnoszę wrażenie, że nie tyle pracujesz, ale też sama doskonale się bawisz...
D-JO: Tak. Jeżeli jest dobry „flow” i kontakt z publicznością, jeśli „łapiemy wspólny język” i wymieniamy się energią, czyli ja daję dużo z siebie i w zamian otrzymuję też tą energię, to zdecydowanie tak. Chociaż nie zawsze tak się dzieje, nie zawsze to tak czuję, ale zazwyczaj tak jest.

GdW: Czy często można Ciebie usłyszeć w klubach w naszych stronach?
D-JO: Szczerze mówiąc nie pamiętam kiedy byłam ostatnio, więc musiało to być dość dawno (śmiech). Mam jednak nadzieję, że to się zmieni.

GdW: Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Marcin Woźniak