Wśród uczestników gnieźnieńskiego festiwalu piosenki religijnej "Adalbertus" nie brakuje osób naprawdę niezwykłych. Nawet jeśli nie wygrywają w konkursie, to jednak warto bliżej poznać ich i ich twórczość. Jedną z takich osób jest Rafał Bielaszewski.

Rafał pochodzi z Krakowa, lecz od wielu lat mieszka w Poznaniu. Jest człowiekiem, który w swoim życiu "chadzał różnymi drogami". Jego życie diametralnie się jednak zmieniło, gdy poznał Boga, zaczął się modlić i czytać Biblię. Pisze piosenki, które są często bardzo osobistym zapisem życiowych i duchowych doświadczeń. Jest jednym z nielicznych nie-katolików, którzy biorą udział w festiwalu towarzyszącym uroczystościom odpustowym ku czci św. Wojciecha. Przyjeżdża do nas z zespołem Drogo Wykupieni.

GdW: Powiedz trochę o swoim życiu. Jak doszedłeś w nim do takiego miejsca, że stoisz na scenie i śpiewasz o Bogu?

R.B.: Zarazili mnie tą pasją ludzie, którzy uwielbiali Boga na Pomorzu. Było to Kościele, do którego tam uczęszczałem. Dzięki temu Kościołowi moje życie nabrało sensu i zacząłem grać i śpiewać o Bogu, jaki On jest dobry. Wcześniej nie miałem z Bogiem relacji, nie rozmawiałem z Nim. Generalnie nie wierzyłem w Boga. Uważałem, że On nie istnieje, że jest ludzkim wymysłem, który służy podniesieniu swego morale, usprawiedliwienia się ze swych uczynków. Wierzyłem w samego siebie i zaprowadziło mnie to na "boczny tor" społeczeństwa. Uzależniłem się od narkotyków - brałem heroinę, stałem się człowiekiem bardzo "niegrzecznym" dla społeczeństwa. Dopuściłem się różnych występków i skończyło się to 5-letnim pobytem w więzieniu. Trafiłem do ośrodka dla osób uzależnionych, działającego na Pomorzu. Zupełnie nie byłem nieświadomy tego, że jest to ośrodek chrześcijański - nie zależało mi na niczym, ale tylko, by się móc gdzieś położyć, odpocząć od siebie i nic ponad to. Okazało się jednak, że znalazłem tam Boga, a raczej, że to Bóg mnie tam znalazł. Tam się odnalazłem a moje życie nabrało sensu. Nie sposób o tym nie mówić, że Bóg jest dobry, że pomaga każdemu, że wyciąga z najgorszych sytuacji. W moim życiu nie jest kolorowo. Są różne problemy i ciągną się za mną konsekwencje mojej przeszłości, ale dzięki Bogu - dzięki temu, że z Nim rozmawiam i chodzę z Nim w swojej codzienności - wiara daje mi motywację do tego, aby działać. Bóg jest realny w naszym życiu. Warto zaufać mu chociaż raz - sprawdzić, jaki On jest w rzeczywistości. Nie przez uczynki i starania, ale przez zwykłą bliskość, relację z Nim.

GdW: Kiedy zacząłeś pisać, tworzyć muzykę?

R.B.: Pisać piosenki zacząłem, gdy się nawróciłem. Aktualnie piszę tomik o ludziach zagubionych. Jest tam już trochę tekstów, które napisałem.Z niego wyciągam też różne myśli i z tego powstają pieśni - prosto z serca, z tego, co czuję, co przeżywam. Ludzie, którzy mnie otaczają są - dzięki Bogu - bardzo dobrymi muzykami. Tak naprawdę są oni lepsi ode mnie. Mają tą "pasję w Chrystusie" i idą razem ze mną. Jestem Bogu wdzięczny za to, że możemy to razem robić, że możemy razem grać. Nie wyobrażam sobie innego grania, jak tylko na chwałę Boga, bo byłoby to puste i bez sensu.



GdW: Po wszystkich swoich "zakrętach życiowych" wracasz obecnie do miejsca, do którego wiele osób nie chciałoby wracać. Idziesz z przesłaniem, które niesiesz, do więzień. Dlaczego się na to zdecydowałeś?

R.B.: Przebywałem trochę czasu w więzieniu. Dzięki mojemu zborowi, do którego należę w Poznaniu i pastorowi, mam możliwość wyjazdów do więzienia we Wronkach. Spotykamy się tam ze skazanymi, rozmawiając na temat życia i jego sensu, ale też i tego, co oni tam przeżywają. Bo kto ich tak zrozumie, jak ten, kto też tam był? Ja rozumiem monotonię tego życia, ich frustrację, itd. Możemy o tym porozmawiać i to im pomaga. Mają też wiarygodne świadectwo, że człowiek naprawdę może się zmienić i że Bóg naprawdę jest dobry dla wszystkich. I tylko trzeba z tego skorzystać.

GdW: Wiele osób myśli, że jeśli ktoś trafił do więzienia, to jest "z gruntu" złym człowiekiem, a jednak także w więzieniu wśród ludzi się "zapala światło"...

R.B.: Zgadza się. Czy źli ludzie trafiają do więzienia? uważam, że trzeba zadać pytanie: czy są dobrzy ludzie? Do więzienia może trafić np. kierowca, który przez przypadek, przez sekundę swojej nieuwagi, potrąci kogoś i pójdzie tam siedzieć. tacy ludzie też tam są. W więzieniu można wiele przemyśleć. Można w sobie wiele "przerobić" w tej monotonii, odnaleźć sens życia, albo można wyjść bardziej zdemoralizowanym. Tam też są narkotyki. Tam też jest społeczeństwo, które dominuje w więzieniu, próbuje buntować. Łatwiej jest więźniowi się zbuntować, niż powiedzieć sobie: chcę być innym człowiekiem, mówić "pod celą" o Jezusie czy innym ludziom na "spacerniaku". Ci ludzie, którzy tam przychodzą na spotkania z nami, przyciągają kolejnych ludzi - głównie przez rozmowy pomiędzy sobą. Oni się tam modlą jedni o drugich. Był taki przypadek, że jeden z więźniów próbował się powiesić. Już wisiał na stryczku w nocy, a inny modlił się w tym momencie w innej celi "całkiem bez powodu" o niego. Ludzie przyszli na czas, uratowali tego chłopaka. Ja wierzę, że pomogła wstawiennicza modlitwa tego drugiego chłopaka i to jest mocne świadectwo. Oni walczą tam o swoje życie.

GdW: A jak tam jest odbierana ta wasza obecność i to, co głosicie?

R.B.: Działamy ekumenicznie. Nie ma tam jakichś podziałów religijnych. Przychodzi też kapelan katolicki, z którym mamy bardzo dobre relacje. Spotykamy się też na spotkaniach ekumenicznych i opowiadamy o wierze. Nie ma tam jakichś zgrzytów pomiędzy osobami różnych wyznań. Niektórzy więźniowie na początku przychodzą z taką ironią - chcą się wyrwać trochę z więziennej codzienności, albo nie iść do pracy, tylko przyjść i posiedzieć. To też jest fajne, że mają taki "punkt zaczepienia", że tam przychodzą. Ale kiedy słyszą tą prawdziwość, kiedy na tych spotkaniach dotykamy takich tematów, o których nie mówi się w więzieniu, to ich to przyciąga. Oni potem przychodzą, chcą porozmawiać, chcą próbować poukładać swoje życie. Niektórzy z nich mają naprawdę duże wyroki i przebywają tam długie lata. Są wśród nich ludzie, którzy w więzieniu robią maturę czy kończą studia - także teologiczne. Zmieniają się i wychodzą stamtąd całkiem innymi ludźmi.

GdW: Czy bardziej oddziałuje na nich słowo, czy muzyka?

R.B: Słowo jest bardzo ważne, a przede wszystkim najważniejsza jest modlitwa. Nasze spotkania w więzieniu zawsze zaczynamy modlitwą. Każdy modli się o to, jaką ma potrzebę. Nie jest tak, że odmawiamy jedną modlitwę wspólnie i to wystarcza, ale każdy mówi coś od siebie. To jest bardzo fajne, bo budzi to otwartość i zaufanie.

GdW: A czy realizujecie też inne programy ewangelizacyjne?

R.B.: Chodzimy też co jakiś czas po ulicach Poznania. Rozdajemy ulotki z informacją o naszym Kościele. Szukamy ludzi, którzy siedzą gdzieś na ławkach, są uzależnieni, którzy mają problemy. Jednak zwracamy się też do takich normalnych ludzi. Modlimy się też o ludzi i zapraszamy ich do przyjęcia Jezusa Chrystusa, jako swego Zbawiciela.

GdW: Wspomniałeś o ekumenizmie przy ewangelizacji w więzieniu. Także zespół Drogo Wykupieni, z którym przyjeżdżasz do Gniezna, ma charakter ekumeniczny. Jak się wam układa w takiej społeczności bardzo zróżnicowanej wyznaniowo?

R.B.: Tak, jesteśmy zróżnicowani wyznaniowo, ale łączy nas jedna pasja - wiara w Boga. Podzielamy wiarę w miłość, pokój, zgodę, autentyczność... Popełniamy błędy, bo jesteśmy ludźmi grzesznymi. Czasem możemy mieć różnicę zdań, ale dzięki Bogu to - co wspomniałem - nas łączy i łączy nas wspólna pasja do tego. Nie rozmawiamy o tym: ty wierzysz w to a ty wierzysz w to... My wierzymy po prostu w Boga. A raczej nie tyle wierzymy w Boga, co też wierzymy Bogu - i ufamy temu, że nas tak prowadzi, do takich działań.

GdW: Jak słyszałem marzysz o nagraniu swoich piosenek. Czy jest to realne i kiedy miałoby się stać?

R.B.: Materiały na nagranie już są. Jedyne, co nas jeszcze wstrzymuje, to finanse. Niestety są to jednak pewne koszty. Trzeba opłacić studio i nagrać, zrobić mastering, wypalić płyty, nie mówiąc już o innych kosztach związanych z wydaniem płyty. Ale wierzymy, że to się uda i że będziemy wspierani przez Kościół. Zrobimy wszystko, by tą płytę wydać i udostępnić innym. Teksty tych piosenek i muzyka mogą sprawić, że ktoś się w swoim życiu na chwilę zatrzyma i powie: Panie, ja też chcę tak żyć!

GdW: No i byłaby to też kolejna możliwość dotarcia do więźniów, bo przecież w więzieniach funkcjonują też radiowęzły, wewnętrzne radia...

R.B.: Zgadza się.

GdW: dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Marcin Woźniak