O tym, że kolędy nie zawsze muszą brzmieć tak samo i że klasyka nie musi być wykonywana klasycznie dowiedzieli się w środę uczniowie gnieźnieńskiej szkoły muzycznej. Specjalne zajęcia dla nich poprowadziła dr Katarzyna Stroińska – Sierant, profesor Akademii Muzycznej w Poznaniu.

Katarzyna Stroińska – Sierant jest absolwentką Wydziału Kompozycji, Dyrygentury i Teorii Muzyki Akademii Muzycznej w Poznaniu oraz Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach. Jest laureatką wielu nagród i krajowych i międzynarodowych i jednym z większych autorytetów w dziedzinie pianistyki jazzowej w Polsce. W swojej karierze współpracowała m.in. z Orkiestrą Jerzego Satanowskiego, Piotrem Baronem, Robertem Janowskim, Mieczysławem Szcześniakiem czy też zespołem Malina Kowalewski Band, z którym występowała w popularnym programie telewizyjnym „Jaka to melodia”. Jest ona Gnieźnianką z urodzenia.

W środowe popołudnie, na zaproszenie Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych w Gnieźnie, poprowadziła warsztaty dla uczniów i nauczycieli nt. "Kolędy w jazzowej odsłonie – między teorią a praktyką”. "W swoich prezentacjach nie ograniczam się wyłącznie do jazzu – mówi K. Stroińska - Sierant. "Wiadomo, że jest to pewna specyfika wykonawcza. Chcę natomiast zaprezentować samą istotę improwizacji; pokazać, że każdy materiał dźwiękowy, każde dane źródło, archetyp, można przekształcać przy pomocy środków wariacyjnych, imporowizacyjnych, na bardzo rozmaite sposoby. Prezentuję to tutaj na przykładzie polskich kolęd i kilku utworów klasycznych”

Warsztaty rozpoczęły się recitalem, w ramach którego artystka zaprezentowała gronu kilkudziesięciu uczniów i kilkorga nauczycieli takie kolędy, jak: „Pójdźmy wszyscy do stajenki”, „Cicha noc”, „Gdy śliczna panna”, „Mizerna cicha”, „Dzisiaj w Betlejem”... Starała się pokazać, że jazz ma różne „odcienie” – może w nim pobrzmiewać blues, bossa nova, czy nawet folkowy oberek. Fantastyczne dźwięki przeplatała z nauczaniem, wprowadzając dzieci w arkana muzyki. Pokazała też, jak inaczej można zagrać utwory np. Fryderyka Chopina czy Feliksa Nowowiejskiego. Na koniec zaproponowała uczniom, by to oni powiedzieli, jaką kolędę chcą usłyszeć, by pokazać, że to, co prezentuje to nie są przygotowane wcześniej kompozycje, że rzeczywiście improwizuje, że można sobie pozwolić na dużą swobodę i na podstawie znanej linii melodycznej tworzyć coś nowego, często tylko na daną chwilę – kompozycję nową i niepowtarzalną. Wcześniej artystka dziękowała swym nauczycielom, że nie ograniczali jej podczas nauki tylko do muzyki klasycznej, lecz pozwalali rozwijać własne pasje, iść własną drogą – i tak naprawdę dziś ona sama uczyła dzieci wolności w muzyce.

Wśród słuchaczy jej koncerto-lekcji była także dwójka jej nauczycieli sprzed lat, gdyż ta szkoła była kiedyś jej szkołą. "Uczucie, gdy wracam tu, by uczyć, jest niezwykle przyjemne, aczkolwiek jest to także dla mnie bardzo zobowiązujące - mówi. Właśnie tutaj wyrosłam i odebrałam pierwsze szlify muzyczne i teraz chciałabym pokazać, że te wszystkie lata praktyki, doświadczeń, nie poszły na marne, że włożony trud miał sens, że to, co w tej szkole we mnie zaszczepiono, to właśnie zaowocowało. Jest to wyzwanie, gdyż grać przed swoimi jest zawsze najtrudniej. (...) Tak więc sytuacja jest dla mnie dosyć specyficzna, ale jest to ogromny zaszczyt.”

Następnie odbyły się lekcje otwarte dla uczniów i warsztaty dla nauczycieli. "Warsztaty są próbą zdefiniowania tych elementów, którymi będziemy pracować, a więc: harmonika, rytmika, technika improwizacyjna, aby to troszkę 'odczarować', że nie są one tylko darem dla wybrańców, ale że naprawdę każdy może poprzez odpowiednie prace dobrymi metodami wejść w te improwizacje i cieszyć nimi siebie i słuchaczy”. Nie zabrakło też czasu na konsultacje indywidualne. (maw)