Wiele lat temu bywałem jako dziennikarz w Wylatowie. Przyjeżdżali tam zawsze bardzo różni ludzie: pasjonaci ufologii, ekologii, naturoterapii i wielu innych dziedzin. Jedna z pań przywiozła nam... ciasteczka orkiszowe, upieczone z orkiszu, który sama uprawia. Smakowały one naprawdę wybornie i od tego czasu bardzo polubiłem wyroby z tego zboża.

Chociaż nazwa „orkisz” brzmi może trochę egzotycznie, chodzi o pszenicę. Jednak nie taką zwyczajną, jaką znamy z pól, lecz w jej najstarszej odmianie. Orkiszem obsiewano pola już w epoce brązu i w starożytności. Był on powszechnie uprawiany jeszcze w średniowieczu i jeszcze do XIX / XX wieku. Potem jednak wyparty został przez pszenicę zwyczajną – uboższą w składniki, ale prostszą w uprawie i dającą znacznie większe plony. Powraca jednak stopniowo do łask – właśnie dzięki zwolennikom powrotu do natury i rolnictwa ekologicznego. Obecnie powierzchnia upraw orkiszu w Polsce jest szacowana na ok. 300 hektarów, lecz zapewne będzie się ona powiększać, gdyż wzrasta zapotrzebowanie na żywność ekologiczną.

Orkisz jest znacznie bogatszy w białko oraz błonnik, niż pszenica zwyczajna. Zawiera też więcej cynku, miedzi i selenu. Jest doskonałym źródłem żelaza, fosforu. Jest też od pszenicy bogatszy w witaminy A i E oraz witamin z grupy B: ryboflawiny, niacyny i tiaminy. Zawiera cenne dla naszego organizmu kwasy: linolenowy i linolowy. Jest bardziej lekkostrawny łatwoprzyswajalny dla naszych organizmów. Według części badaczy także zawarty w nim gluten jest mniej niebezpieczny dla osób ze skłonnścią do alergii. Orkisz zawiera także rodanid – naturalny antybiotyk, który nie tylko wzmacnia odporność, ale także m. in. stymuluje procesy krwiotwórcze oraz wspomaga u kobiet prawidłowy przebieg ciąży. Spożywanie orkiszu ma pozytywny wpływ m.in. na regulację pracy układu pokarmowego, obniżenie poziomu cholesterolu we krwi, regulację poziomu cukru, poprawę krążenia krwi. Zmniejsza ryzyko miażdżycy, chorób serca czy raka jelita grubego.

Właściwości orkiszu Hildegarda z Bingen, XII-wieczna mistyczka i uzdrowicielka, opisała następującymi słowami: „orkisz jest najlepszym ziarnem zbożowym, działa rozgrzewająco i natłuszczająco i jest wartościowszy i łagodniejszy niż inne ziarna. Prowadzi do dobrej krwi, daje rozluźniony charakter i cnotę zadowolenia”. A aby to zadowolenie jeszcze zwiększyć, postanowiłem z orkiszowej mąki upiec placek miodowy z czarnym bzem. Sporo go uzbierałem minionego lata i przezornie zamroziłem (owoce te bardzo dobrze znoszą mrożenie). O czarnym bzie i jego właściwościach szerzej napiszę przy innej okazji.

Składniki:
2 – 2½ szklanki mąki orkiszowej (typ 550)
⅔ szklanki płynnego miodu
1 jajko
¾ szklanki jogurtu greckiego
2 łyżeczki proszku do pieczenia
⅓ łyżeczki soli
Ok. 100 g owoców czarnego bzu
 
Wykonanie:
  1. Płynny miód wlewamy do miski. Jeśli mamy miód skrystalizowany, możemy słoik z nim umieścić w „gorącej kąpieli”, w naczyniu napełnionym gorącą wodą. Dzięki temu miód nam się dość szybko upłynni.
  2. Do miodu wbijamy jajko i ubijamy je z miodem, aż się lekko napuszy. Możemy to oczywiście zrobić za pomocą robota kuchennego.
  3. Dodajemy jogurt i nadal ubijamy.
  4. Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia i solą. Dodajemy stopniowo do masy miodowo – jogurtowej, cały czas mieszając ciasto na gładką masę.
  5. Gotowe ciasto wylewamy do natłuszczonej lub wyłożonej papierem do pieczenia formy (ok. 20 – 25 x 30 cm) i posypujemy obficie owocami.
  6. Pieczemy około 60 minut w temperaturze 180 stopni. Grzanie górne i dolne przez ok 45 minut, a potem tylko grzanie dolne.
 
Połączenie smaków: słodkiego miodu i kwaskowatego czarnego bzu, okazało się bardzo udane. Czarny bez to naprawdę świetny dodatek do deserów, a także do mięs. Nie należy go jednak jeść na surowo, gdyż ma on właściwości trujące, które zanikają w toku pieczenia, gotowania czy smażenia. Niestety, nie kupimy go w sklepach czy na targowych straganach – trzeba go umieć rozpoznać (jest to bardzo łatwe) i nazbierać samemu. (Marcin)