Okazuje się, że nie tylko nad gnieźnieńskimi Winiarami obserwowano w minionym tygodniu tajemnicze światła. Pojawiły się one także w okolicach Żydowa, a także pomiędzy Poznaniem a Gnieznem oraz w innych miastach w niezbyt dużej odległości. Zgłaszają się także kolejne osoby, które widziały pomarańczowe światła na niebie ponad Gnieznem.

Gdy tylko Fundacja Nautilus, zajmująca się dokumentowaniem i badaniem tajemniczych zjawisk, umieściła artykuł o światłach, które w środowy wieczór obserwowano nad Gnieznem, w komentarzach pojawiła się informacja o bardzo podobnym zdarzeniu, do którego doszło dzień lub dwa wcześniej.

„Nie wiem czy było to w poniedziałek 5 lutego, czy we wtorek 6 lutego. Wracając ok. godz. 19.00 [do domu], widziałem przelot jasnego, pomarańczowego światła. (...) Mieszkam tu dwa lata. Mam dookoła las i bardzo mało lamp. Do poznańskiego lotniska Ławica w linii prostej jest ok. 50 kilometrów. Śmiał mogę zapewnić, że nie był to samolot. W otoczeniu lasu widać niebo i gwiazdy. Samoloty widać ‘jak na dłoni’ ale to leciało nisko. Trudno stwierdzić, czy było to na wysokości 30 – 50 metrów, bo nie ma u nas wieżowców, jak na Winiarach. Nie pisałbym o tym, bo niby to światełko, ale w historii z Winiar jest coś, co sprawiło, że ja opowiedziałem swoją. To coś nad Gurówkiem świeciło jak raca” – pisze internauta o pseudonimie Majomir. Co ciekawe, pisze także: „Brat opowiedział mi, że widział nad terenem Gniezna chyba to coś, co widział autor [relacji]. 30 dni temu, około godz. 17.30 – 18.00, idąc do sklepu, widział on kilka światełek, które dziwnie się zachowywały. Gdy wracał, również były one widoczne. Opisywał, że wirowały one po okręgu, ale nie był to wirnik helikoptera, bo zmniejszały i zwiększały one promień orbity względem siebie. Czasem, jak mówił, nawzajem się ‘zjadały’, by po chwili ‘wypluć’ jedno drugie, jak to opisał.”

Kolejną informacja, jaką otrzymała Fundacja Nautilus również dotyczy tego samego wieczoru, kiedy to światła pojawiły się nad Winiarami. Kolejny anonimowy obserwator relacjonuje: „Jestem mieszkańcem Gniezna i pracuję w Poznaniu. Dokładnie w środę 07 lutego wracałem z pracy. Pracę w ten dzień kończyłem o godz. 19:00. Wracałem do Gniezna jak co dzień trasą A2 i później drogą ekspresową S5. Będąc jakieś 15 km od Gniezna na trasie S5 zobaczyłem dwie żółte kule na niebie które w niczym nie przypominały świateł samolotów lub helikopterów które często na tej trasie latają. Były jasne i wyraźne z czego jedna z kul była większa od drugiej. Były ode mnie w dość dużym oddaleniu i znajdowały się po lewej stronie drogi z dużej odległości ode mnie. Mimo to kule były dużo większe niż światła jakie posiadają np. lecące samoloty. Obiekty świeciły kilka sekund i zgasły. W pierwszej chwili pomyślałem, ze wleciały może za jakieś chmury bo nie spodziewałem się mimo wszystko, że to coś to obiekty UFO, szukałem raczej jakiegoś "ludzkiego" pochodzenia tych świateł. Żałowałem, że nie posiadam w samochodzie kamery która rejestruje drogę przed autem bo wtedy byłyby na niej nagrane. Po kilku minutach ku mojemu zdziwieniu dostrzegłem te same obiekty ale właśnie tak jakby jeden pojawił się pierwsze a drugi z niego wyleciał. Byłem już bliżej Gniezna, około 9 km od miasta i obiekty były wówczas widoczne po prawej stronie drogi którą jechałem. Wówczas byłem już przekonany, że to nie są "zwykłe" światła. Zjawisko niestety trwało znów tylko kilka sekund (około 5 sek.). Pomyślałem żeby je sfilmować telefonem ale świeciły zbyt krótko. Pomyślałem wówczas czy kierowcy samochodów które jadą obok mnie lub mnie wyprzedzają też to widzieli. Nie było zbyt dużego ruchu ale kilka aut wówczas było w zasięgu mojego wzroku. Rozglądałem się do samego Gniezna po niebie w nadziei, że zobaczę coś więcej ale na tym moja obserwacja się skończyła.” Fundacji Nautilus wiadomo o jeszcze co najmniej dwóch innych mieszkańcach naszego miasta, którzy również obserwowali te same światła, o których relacjonowaliśmy wcześniej. Prawdopodobnie dostrzegli też jeszcze inne elementy tej manifestacji – obserwacja ta jednak wymaga bardziej szczegółowego udokumentowania.Kolejna informacja dotarła z okolic Poznania: „7 lutego br w środę około 19.00 w Robakowie pod Poznaniem wychodząc na spacer z psem widziałam dokładnie takie same obiekty - pomarańczowe kule. Na początku mojej obserwacji zobaczyłam trzy kule w linii poziomej w równych odstępach od siebie w bezruchu, a po chwili jedna z prawej strony znikała i pojawiała się inna z lewej nadal w linii poziomej i w równym odstępie. Takie zachowanie powtarzało się dwu lub trzykrotnie a następnie z trzech kul zrobiły się dwie i naprzemiennie prawa znikała i pojawiała się z drugiej strony kolejna. Na końcu pozostała tylko jedna, kilka razy błysnęła przesuwając się w linii poziomej i zniknęła.” Co najmniej 2 osoby obserwowały  identyczne obiekty w okolicach Inowrocławia dnia 6 lutego. Kolejna relacja dotyczy również tego samego wieczoru, lecz obserwacja została przeprowadzona w Toruniu. Za każdym razem świadkowie opisują duże, pomarańczowe światła, które zapalają się i gasną. Poszczególne relacje różnią się zasadniczo jedynie szczegółami.
 
Tego rodzaju opisy zwykle są przyjmowane z niedowierzaniem, a nawet kwitowane przykrymi kpinami. Jest to główny powód tego, że obserwujący niezwykle rzadko decydują się mówić o tym otwarcie, zazwyczaj proszą o anonimowość. Ludzie, którzy takie manifestacje tajemniczych obiektów widzieli, bywają pomawiani o zmyślanie, halucynacje, narkomanię czy alkoholizm. Jednak Fundacji „Nautilus” znane jest wiele takich przypadków, że osoby, które miały sceptyczne czy nawet kpiarskie podejście do sprawy, całkowicie się zmieniały, gdy w końcu sami coś dziwnego zobaczyli.

Czym są tajemnicze światła nad Gnieznem i okolicznymi miastami? Czym tłumaczyć tak częste ich pojawianie się? Czy jest to jakaś ziemska, sekretna technologia? Czy może jednak naszą pradawną piastowską stolicę odwiedzają też „turyści z kosmosu”? Dawno nie było przypadku, by w krótkim czasie w jednym miejscu dokonano tak wielu obserwacji. Czyżby Gniezno miało się stać może kolejnym Wylatowem? To nie byłoby źle, gdyż – choć wielu ludzi niedowierza i śmieje się – UFO może zapewnić miastu bardzo dobrą promocję. Przypadek Wylatowa pokazuje, że także w Polsce może rozwijać się UFO-turystyka, jak to od dziesiątków lat dzieje się w USA. Mamy niewątpliwie do czynienia z zagadką, która być może nigdy nie będzie wyjaśniona. (maw)

Fot. Peyri Harrera / Flickr (CC BY-ND 2.0)