Zwierzęta w cyrku? A może cyrk tylko bez zwierząt? To jeden z modnych ostatnio tematów. Od szeregu lat ludzie, którzy określają się mianem „ekologów” podejmują akcje protestacyjne przeciwko wykorzystywaniu zwierząt w cyrkach. Udało im się doprowadzić do tego, że szereg polskich miast odmawia wynajęcia terenu cyrkom prowadzącym tresurę zwierząt. To jednak „ekologom” nie wystarcza – otwarcie dążą do zmian w polskim prawie, by tresura cyrkowa była zakazana. Czy mają rację? Czy zwierzęta faktycznie cierpią a cyrki są dla nich „obozami zagłady”?

Dziś, kiedy i u nas podnoszą głos i manifestują swe poglądy tzw. „animalsi”, obrońcy praw zwierząt, warto też posłuchać, co mówią ludzie „z drugiej strony”. Rozmawiamy z Waldkiem Pawlakiem, znanym gnieźnieńskim działaczem, który – obok wielu różnych działań – współpracuje także z przedsiębiorstwami rozrywkowymi i jest jedną z tych osób, dzięki którym do Gniezna docierają najlepsze lunaparki i cyrki. Zna on dobrze „świat cyrku” i „ludzi cyrku” i wie wiele o tym, jak życie i warunki w cyrku wyglądają – dzięki współpracy i przyjaźniom zna cyrk „od drugiej strony” – tej, której widzowie nie znają i zwykle nie są ciekawi.



GdW: Zacznijmy może od tego, skąd u Ciebie zainteresowanie cyrkiem?
W.P.: Gdy byłem dzieckiem, zawsze, gdy przyjeżdżał cyrk, to wszystkie przedstawienia „były moje”. Zawsze lubiłem chodzić do cyrku. Nie miało znaczenia, czy był to cyrk duży czy mały, zagraniczny czy polski. Uważam, że cyrk to jest też pewien element kultury – zresztą nawet na studiach wyższych z dziedziny kulturoznastwa jest – z tego, co wiem – taki przedmiot, jak „pedagogika cyrku”. Każdy ma jakieś hobby i uważam, że cyrkiem warto się interesować. Cyrk był „zawsze”, od starożytności, więc uważam, że temat jest ciekawy.
GdW: A jak to się stało, że zająłeś się tym profesjonalnie i współpracujesz z cyrkami?
W.P.: Zajmuję się tym już osiem lat. Mój udział w organizacji przyjazdów polega na tym, że dopomagam w kwestiach reklamowych i organizacyjnych. Natomiast plac i kwestie prawne cyrki załatwiają same. Nie pracuję w żadnym cyrku, ale cieszę się, że mogę w jakiś sposób wspomagać cyrki występujące w Gnieźnie i okolicach i chętnie to robię.



GdW: Obecnie cyrki są coraz ostrzej krytykowane za tresurę zwierząt. Zastanawiam się, czy obecnie jeszcze można mówić w ogóle o tresurze, bo przecież są już zupełnie inne metody pracy ze zwierzętami.
W.P.: Dokładnie. Zawsze mnie to śmieszy, że cyrki krytykują ludzie, którzy w żadnym nie byli lat 20, albo mówią, że byli, gdy mieli 5 czy 6 lat. Teraz mają na przykład lat 30 i nie byli w cyrku ćwierć wieku, a zawzięcie krytykują coś, czego nie widzieli. Cyrki naprawdę bardzo się zmieniły w ciągu tych wielu lat. Polska weszła też do Unii Europejskiej, w której obowiązują pewne standardy. Są stałe kontrole inspekcji weterynaryjnej. Zawsze w lutym, przed nowym sezonem, dany cyrk musi przedstawić scenariusz występów poszczególnych zwierząt w cyrku, który musi być zaakceptowany urzędowo przez Główny Inspektorat Weterynarii. Cyrki są regularnie kontrolowane przez Państwową Inspekcję Weterynaryjną. Kontrole w cyrkach odbywają się regularnie dwa razy w miesiącu cyrk przechodzi kontrolę weterynaryjną. Poza tym rzeczywiście to, co obecnie widujemy w cyrkach, nie jest już „tresurą” w tradycyjnym rozumieniu – to wszystko się odbywa na zasadzie wykonywania pewnych zadań i nagrody, często jest to tylko kilka rund dookoła areny. Także i warunki trzmania i transportowania zwierząt są dostosowane do wymogów unijnych.
GdW: Poza tym cyrki muszą spełniać cały szereg norm prawnych...
W.P.: Tak. Są aktualnie takie restrykcje, wprowadzone już kilka lat temu, że nie ma takiej możliwości, by zwierzętom w cyrkach się źle działo. Zwierzęta są partnerami artystów cyrkowych. One się wychowują razem z ludźmi od małego. Zwierzę cyrkowe musi też dobrze wyglądać i musi się dobrze czuć, aby chciało wyjść na arenę. Nie ma innej metody, jak tylko pielęgnacja takiego zwierzęcia i właściwe karmienie go. Inaczej ono nie wystąpi – nie stosuje się przymusu, a jedynie nagrody za występ.
GdW: Warto też zauważyć, że zwierzęta cyrkowe to nie piesek za kilkaset złotych, a znacznie poważniejsza inwestycja.
W.P.: Właśnie chciałem też o tym wspomnieć. Przytoczę taki przykład. W zeszłym roku lub dwa lata temu był taki głośny przypadek niedźwiedzia z cyrku „Vegas”, który został bezprawnie odebrany temu cyrkowi przez ogród zoologiczny w Poznaniu. Okazało się, że ogród tego niedźwiedzia nabył, ale nie pomyślano wcześniej, że miesięczny koszt utrzymania takiego zwierzęcia to jest ok. 20 tysięcy złotych miesięcznie. Cyrk go cały czas utrzymywał, pielęgnował, karmił... Problem pojawił się, gdy siłą odebrano to zwierzę cyrkowi, bo okazało się, że nie ma pieniędzy na jego utrzymanie i ogród zoologiczny zwrócił się z prośbą do ludzi o społeczne wsparcie, o wpłacanie pieniędzy na ten cel. Fajnie, że zwierzęta otaczane są opieką, że są azyle dla zwierząt, ale każde działanie warto najpierw dobrze przemyśleć. To, co się aktualnie dzieje, to tak naprawdę wielki eko-biznes i jestem przerażony tym, że nie ma w tych działaniach w ogóle szacunku dla ludzi i do prowadzenia działalności gospodarczej. Ogranicza się swobodę prowadzenia działalności gospodarczej i wolność ludzką pod pretekstem „dobra zwierząt”. Dla mnie to, co się dzieje, jest po prostu śmieszne.
GdW: Coraz częściej się słyszy o protestach przed wejściami do cyrków, o różnego rodzaju akcjach publicznych, o konfrontacji „animalsów”, przeciwników tego rodzaju sztuki cyrkowej, z cyrkowcami, z organizatorami takich wydarzeń.
W.P.: Właśnie dzisiaj ma się odbyć w naszym mieście taka manifestacja. Moim zdaniem jest ona zupełnie niepotrzebna. Uważam, że osoby, które w nią się angażują, mogłyby ten czas poświęcić np. na pomoc w schronisku dla zwierząt, albo budując budy dla bezdomnych psów, a nie wykrzykiwać jakieś hasła o prawach i wolności dla zwierząt cyrkowych, nie będąc w żadnym cyrku lat 20 czy 25 i zupełnie nie znając tego tematu. Ja ten temat znam od lat „od podszewki” i uważam, że najpierw gdzieś trzeba być i dobrze poznać fakty, żeby o tym czymś mówić. Te protestujące osoby często, w całej Polsce, były zapraszane do cyrków, proponowano im „dni otwarte” czy też darmowe bilety na widowiska – i oni nigdy nie chcą cyrków odwiedzić, zobaczyć cyrk „za kulisami”. Co więcej, temat cyrku jest zawsze bardzo „medialny”, bo media zawsze ten temat podchwycą, więc zawsze można ładnie się zaprezentować przed cyrkiem i budować tak swoją karierę, niż np. Iść do schroniska dla zwierząt, kupić karmę i jakoś realnie pomóc.
GdW: Cyrki, jakkolwiek by ich nie oceniać, są w Polsce legalne. Prawo nie zabrania wykorzystywania zwierząt w sztuce cyrkowej. W tej sytuacji kontrowersyjny jest fakt, że niektóre miasta nie przyjmują cyrków.
W.P.: Jest to działanie niezgodne z prawem. Cyrki się odwołują do sądów. W Bialymstoku był taki przypadek. W Warszawie pani prezydent Gronkiewicz – Waltz, która zakazała wstępu na tereny miasta cyrkom ze zwierzętami, przegrała proces w sądzie. Ta decyzja została cofnięta, jako niezgodna z prawem. To jest po prostu ograniczanie swobody działalności gospodarczej. Na szczęście prezydent naszego miasta bardzo mądrze kiedyś powiedział, że on będzie zawsze wynajmował tereny miejskie na taką działalność, natomiast od mieszkańców zależy czy chcą, czy też nie chcą do cyrku chodzić. Ja uważam, że każdy powinien robić to, co chce, mieć wolny wybór. Żyjemy w końcu w demokratycznym państwie. Trochę mnie też śmieszy, że te osoby, które w innych kwestiach światopoglądowych wykrzykują hasła o wolności i „wolnym wyborze”, w kwestii cyrków nie pozwalają samym ludziom wybierać, tylko domagają się zakazu. To, co się dzieje, jest dosyć niebezpieczne – wydaje mi się, że ma to podłoże albo ideologiczne, albo ekonomiczne, bo innego sensu tego nie widzę.
GdW: Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Marcin Woźniak
Fot. Angeloux / Flickr (CC BY-SA 2.0) & archiwum W. Pawlaka